Przed dojazdem do przejścia granicznego, z prawej strony, na wzniesieniu stoi pomnik. Nie cytuję treści - można przeczytać ze zdjęcia. Nasuwa się pytanie: o czyją wolność walczyli czerwonoarmiści w czerwcu 1941 roku nad Świsłoczą?
Przecież dwa lata wstecz, w sierpniu 1939 roku, podzielili skórę na niedźwiedziu (tajny pakt Ribbentrop-Mołotow) - większość terytorium Polski zagarnęli Rosjanie. Ten układ ułatwił Niemcom rozpoczęcie II wojny światowej, bo wiedzieli, że mają wspólnika - Sowieckij Sojuz z jego Krasną Armią. To Niemcy i Rosjanie świętowali przyjacielsko podczas wspólnej uroczystej defilady zwycięzców w zdobytym polskim Grodnie. Za sprawą Rosji i Niemiec od dwóch lat Polski nie było na mapach Europy, a Polacy z tych ziem masowo zasiedlali daleką Syberię i Kazachstan. Kilkanaście tysięcy polskich oficerów-jeńców już od roku leżało - ludobójczo pomordowanych - w masowych grobach Katynia, Smoleńska, Charkowa czy Tweru. Dzieci w szkołach przez dwa okupacyjne lata uczyły się w języku rosyjskim, pisały cyrylicą, zapominając o języku polskim.
Żeby wyprzeć z pamięci ten haniebny czas, Rosja i dziś świętuje nie zakończenie II wojny światowej, a Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, która to zaczęła się w 1941 roku. Kto stawia w takiej sytuacji pomnik?